Kurland Lynn - De Piaget 04 - Przeklęci, Cykl De Piaget
[ Pobierz całość w formacie PDF ]Lynn Kurland
PRZEKL
Ħ
CI
Prolog
Zamek Seakirk, Anglia, 1260
- Niech ci
ħ
diabli, człowieku! - krzykn
Ģ
ł Kendrick z Artane. - Nie wiesz, kim jestem?
Kochanek Matyldy popatrzył na niego ironicznie.
- Wiem doskonale. To bez znaczenia. Nie ma tu twego wszechpot
ħŇ
nego ojca, nie
uratuje ci
ħ
.
- Zapłacisz za to głow
Ģ
. - Kendrick parskn
Ģ
ł pogardliwie. Jego jasnozielone oczy
błyszczały z w
Ļ
ciekło
Ļ
ci. - Nie prze
Ň
yjesz roku, gdy ojciec odkryje, co zrobiłe
Ļ
. - Szarpn
Ģ
ł
ła
ı
cuchy, którymi przykuty był do wilgotnego muru.
Ryszard wzruszył ramionami.
- Mo
Ň
e pomy
Ļ
li,
Ň
e dopadły ci
ħ
wilki albo jacy
Ļ
zbóje. Mo
Ň
liwo
Ļ
ci jest wiele.
- B
ħ
dziesz przeklinał ten dzie
ı
, Ryszardzie. Ju
Ň
ja si
ħ
o to postaram...
Ryszard wykrzywił si
ħ
w u
Ļ
miechu i podniósł kusz
ħ
.
- Ciesz
ħ
si
ħ
,
Ň
e tak dyskretnie przywiozłe
Ļ
złoto na posag Matyldy. Dzi
ħ
ki tobie
stałem si
ħ
do
Ļę
zamo
Ň
ny.
- Czekaj! - zawołał Kendrick. - Matylda musi przy tym by
ę
. Chc
ħ
patrze
ę
jej w oczy,
kiedy twoja strzała przeszyje mi serce.
Ryszard roze
Ļ
miał si
ħ
.
- Oczywi
Ļ
cie. Przyjdzie z przyjemno
Ļ
ci
Ģ
- powiedział i skin
Ģ
ł na giermka, który
pognał schodami na gór
ħ
.
Kendrick nie odrywał wzroku od Ryszarda. Nie mógł uwierzy
ę
w wydarzenia
ostatnich kilku godzin.
Czy to mo
Ň
liwe,
Ň
e wczorajszego wieczoru z tak lekkim sercem przekroczył bramy
zamku, uszcz
ħĻ
liwiony,
Ň
e król podarował mu ten maj
Ģ
tek i lady Seakirk za
Ň
on
ħ
? Czy
Ň
by
zaledwie wczoraj spojrzał na Matyld
ħ
, oczarowany jej urod
Ģ
, i wyczytał na jej twarzy
najpierw wyraz nienawi
Ļ
ci, a potem satysfakcji, gdy do wielkiego hallu wszedł ze swymi
stra
Ň
nikami. Ryszard z Yorku? Kendrick powalił w walce wielu wrogów, ale z tak mał
Ģ
garstk
Ģ
swoich ludzi u boku nie miał najmniejszych szans na zwyci
ħ
stwo. I teraz stał przykuty
ła
ı
cuchami do muru, czekaj
Ģ
c na niechybn
Ģ
Ļ
mier
ę
.
Matylda schodziła ze schodów; kiedy ich oczy si
ħ
spotkały, przekl
Ģ
ł w duchu swoj
Ģ
głupot
ħ
. Dlaczego był tak
Ļ
lepy? Powinien był od razu przejrze
ę
jej zdradzieckie sztuczki:
nie
Ļ
miałe trzepotanie rz
ħ
sami, chytre przeinaczanie sensu słów i unikanie szczerej rozmowy. I
ten u
Ļ
miech... Przeszył go dreszcz. Jej u
Ļ
miech bardziej go zmroził ni
Ň
lodowaty mur za
plecami.
Potrz
Ģ
sn
Ģ
ł głow
Ģ
, przeklinaj
Ģ
c własn
Ģ
naiwno
Ļę
. Okazał si
ħ
takim głupcem,
Ň
e chyba
zasłu
Ň
ył na to, co go czeka. Przeniósł wzrok na Ryszarda i wyzywaj
Ģ
co patrzył swemu
zabójcy prosto w oczy. Czekał.
Strzała ze
Ļ
wistem przeci
ħ
ła powietrze.
1
San Francisco, lipiec 1995
Jak dobrze by
ę
znowu w domu. Genevieve postawiła walizk
ħ
na chodniku, oparła
teczk
ħ
z dokumentami na kolanie i z przyjemno
Ļ
ci
Ģ
westchn
ħ
ła na widok swego biura.
Tabliczka ze znakiem firmowym wygl
Ģ
dała wspaniale, ro
Ļ
linki w oknach uginały si
ħ
od
kwiatów, a uchylone drzwi zapraszały klientów do
Ļ
rodka.
Tak, to było miejsce, dok
Ģ
d ch
ħ
tnie przychodzili wła
Ļ
ciciele domów ze zdj
ħ
ciami
swoich zrujnowanych posiadło
Ļ
ci. Przychodzili w nadziei,
Ň
e z pomoc
Ģ
jakiej
Ļ
magicznej siły
wal
Ģ
ce si
ħ
budynki wróc
Ģ
do dawnej
Ļ
wietno
Ļ
ci. I ka
Ň
dy z nich, bez wyj
Ģ
tku, wychodził st
Ģ
d
zadowolony. Genevieve była
Ļ
wietna w swym fachu i umiała dobra
ę
sobie równie
kompetentnych współpracowników. Klientów jej firmy nigdy nie spotykało rozczarowanie.
Wniosła baga
Ň
do hallu i roze
Ļ
miała si
ħ
widz
Ģ
c ogromny powitalny transparent „Witaj
w domu, Gen" zawieszony nad drzwiami jej gabinetu. Biurko zastawione było kwiatami, a
pod sufitem wisiały p
ħ
ki balonów.
- Niespodzianka!
Pracownicy obskoczyli j
Ģ
ze wszystkich stron i kiedy wyl
Ģ
dowała w swoim fotelu, w
jedn
Ģ
r
ħ
k
ħ
wcisn
ħ
li jej talerzyk z tortem, a w drug
Ģ
kieliszek ponczu. Wszyscy pytali
jednocze
Ļ
nie:
- Widziała
Ļ
jakie
Ļ
gwiazdy filmowe?
- Co powiedzieli na projekt?
- Przywiozła
Ļ
nam co
Ļ
?
Genevieve roze
Ļ
miała si
ħ
patrz
Ģ
c na to wszystko. Jak dobrze znów by
ę
w
Ļ
ród
przyjaciół. Z prawej strony stała Kate, z któr
Ģ
najdłu
Ň
ej pracowała - w
Ļ
ród zakurzonych
płócien w starych domach potrafiła wygrzeba
ę
dzieła słynnych mistrzów. Obok Peter,
Ļ
wietny
cie
Ļ
la, nieoceniony konserwator i odtwórca najdrobniejszych nawet detali. Angela, jak zwykle
chora z niecierpliwo
Ļ
ci, gdy mowa była o prezentach, sterczała nad ni
Ģ
z lewej strony, z
podniecenia ledwie panuj
Ģ
c nad sob
Ģ
.
Genevieve powiedziała z u
Ļ
miechem:
- Je
Ļ
li chodzi o gwiazdy, to widziałam tylko Wielk
Ģ
Nied
Ņ
wiedzic
ħ
. Projekt ich
zachwycił, a prezent dla ciebie, Angelo, jest w walizce. - Spróbowała tortu przygl
Ģ
daj
Ģ
c si
ħ
całej trójce. - Czy to was satysfakcjonuje?
- Chc
ħ
zna
ę
wszystkie szczegóły - powiedział Peter. - Ale widz
ħ
,
Ň
e musimy odło
Ň
y
ę
to na pó
Ņ
niej. Angelo, odbierz ten telefon. Gen, id
ħ
dzi
Ļ
po południu do Marphych. Nie
objadaj si
ħ
tortem. Czekolada ci szkodzi.
- Tak, tatku - odpowiedziała z min
Ģ
grzecznej dziewczynki, i kpi
Ģ
co skin
ħ
ła mu głow
Ģ
na po
Ň
egnanie.
- Ja te
Ň
znikam. - Kate ruszyła do drzwi. - Musz
ħ
załatwi
ę
sprawy zwi
Ģ
zane z twoj
Ģ
podró
ŇĢ
do Carmel. Nie zapomniała
Ļ
chyba?
- Nie, oczywi
Ļ
cie... Dzi
ħ
ki,
Ň
e pami
ħ
tała
Ļ
.
- Po to tu jestem - powiedziała z u
Ļ
miechem. - Ciesz
ħ
si
ħ
,
Ň
e ju
Ň
wróciła
Ļ
. Jutro
zrobimy sobie dług
Ģ
przerw
ħ
na lunch i wszystko mi opowiesz.
Genevieve skin
ħ
ła głow
Ģ
i z westchnieniem oparła si
ħ
wygodnie w fotelu. Pomy
Ļ
lała,
Ň
e
Ň
ycie jest zbyt pi
ħ
kne, by było prawdziwe. Po o
Ļ
miu latach ci
ħŇ
kiej pracy jej firma była w
pełnym rozkwicie. Czego wi
ħ
cej mogła sobie
Ň
yczy
ę
?
Rozejrzała si
ħ
po gabinecie. No, mo
Ň
e przydałby si
ħ
jaki
Ļ
rycerz w l
Ļ
ni
Ģ
cej zbroi.
Mo
Ň
e on wyzwoli j
Ģ
z tego otaczaj
Ģ
cego zewsz
Ģ
d bałaganu.
W obronnym odruchu zamkn
ħ
ła oczy. Firma „Dreams Restored", cho
ę
urocza,
mie
Ļ
ciła si
ħ
w niewielkim biurze, wci
Ļ
ni
ħ
tym mi
ħ
dzy inne male
ı
kie butiki w pewnym
artystycznym zak
Ģ
tku San Francisco. Małe biuro było
Ļ
wietne ze wzgl
ħ
du na stosunkowo
niski czynsz, lecz przestała si
ħ
tym cieszy
ę
, kiedy stało si
ħ
za ciasne. Na biurku pi
ħ
trzyły si
ħ
próbki materiałów, wzory deseni na tekturkach i fotokopie formularzy podatkowych z 1991
roku. Na podłodze wokół biurka mo
Ň
na było znale
Ņę
wszystko, od gipsowych odlewów
gzymsów, po ksi
ĢŇ
ki na temat
Ļ
redniowiecznej architektury. Teraz pełno tu było jeszcze
kwiatów i balonów. Na pozostałych biurkach panował wzgl
ħ
dny porz
Ģ
dek. Mo
Ň
e ten rycerz
przytaszczyłby kilka segregatorów, je
Ļ
li ju
Ň
miały si
ħ
na co
Ļ
przyda
ę
.
- Gen, telefon do ciebie na drugiej linii. Jaki
Ļ
adwokat z wybitnie brytyjskim
akcentem. - Angela była pod wielkim wra
Ň
eniem. - Mo
Ň
e to kto
Ļ
z rodziny królewskiej?
A wi
ħ
c rycerstwo nadci
Ģ
ga. Genevieve roze
Ļ
miała si
ħ
ze swoich bzdurnych my
Ļ
li.
- B
ħ
dziesz pierwsz
Ģ
osob
Ģ
, która si
ħ
o tym dowie.
- W ka
Ň
dym razie nie odrzucaj oferty pracy. Jestem pewna,
Ň
e Buckingham Pal
Ģ
ce
dobrze płaci.
Genevieve podniosła słuchawk
ħ
.
- Słucham, Genevieve Buchanan.
Usłyszała chrz
Ģ
kni
ħ
cie m
ħŇ
czyzny po drugiej stronie.
- Och, panno Buchanan, moje nazwisko Bryan McShane. Jestem przedstawicielem
firmy „Maledica, Smythe i de Lipkau", z siedzib
Ģ
w Londynie. Przyleciałem na kilka dni do
San Francisco i chciałbym si
ħ
z pani
Ģ
spotka
ę
. W sprawie słu
Ň
bowej.
- W sprawie słu
Ň
bowej?
Kto, na Boga, chciałby j
Ģ
skar
Ň
y
ę
? I za co? Za wypaczon
Ģ
podłog
ħ
w kuchni czy
nierówno uło
Ň
one kafelki? Mógł umkn
Ģę
jej jaki
Ļ
drobiazg, ale zwykle stosowała si
ħ
skrupulatnie do planów zaakceptowanych przez klientów. Traktowała swoj
Ģ
prac
ħ
bardzo
powa
Ň
nie.
- Chodzi o spadek - powiedział m
ħŇ
czyzna zni
Ň
aj
Ģ
c głos, jakby obawiał si
ħ
,
Ň
e kto
Ļ
podsłuchuje. - Sprawa wymaga osobistej rozmowy, panno Buchanan. Znajdzie pani dla mnie
czas dzi
Ļ
po południu?
- Panie McShane... - powiedziała powoli - chyba z kim
Ļ
mnie pan myli. Nie mam
rodze
ı
stwa, a moi zmarli rodzice równie
Ň
byli jedynakami. Nie mam
Ň
adnych krewnych.
- Panno Buchanan, zapewniam,
Ň
e odziedziczyła pani spadek i jest on do
Ļę
poka
Ņ
ny.
Jest pani ostatnim
Ň
yj
Ģ
cym bezpo
Ļ
rednim potomkiem Matyldy z Seakirk. Rodney, ostatni
hrabia Seakirk, zmarł niedawno, a mnie polecono zawiadomi
ę
pani
Ģ
o spadku.
- Kto?... Czy jest pan pewien?
- Hrabia Seakirk. I tak, jestem pewien. Drobiazgowo zbadałem t
ħ
spraw
ħ
. Kiedy
mogłaby pani spotka
ę
si
ħ
ze mn
Ģ
, by o tym porozmawia
ę
?
Genevieve potrz
Ģ
sn
ħ
ła głow
Ģ
.
- Przecie
Ň
on musi mie
ę
tysi
Ģ
ce potomków...
- Niestety, wszyscy pozostali albo zmarli, albo z innych powodów nie s
Ģ
w stanie
przej
Ģę
dziedzictwa.
- Nie s
Ģ
w stanie?
Pan McShane milczał dłu
Ň
sz
Ģ
chwil
ħ
.
- Obł
ħ
d jest plag
Ģ
tej rodziny, panno Buchanan.
Genevieve poczuła si
ħ
zaintrygowana, mimo
Ň
e wi
ħ
zy rodzinne nie kojarzyły jej si
ħ
najlepiej i w gł
ħ
bi duszy wolała nie mie
ę
do czynienia ze swymi przodkami. Niestety, tego
popołudnia była ju
Ň
zaj
ħ
ta. Obiecała pa
ı
stwu Campbellom,
Ň
e obejrzy ich posiadło
Ļę
w
Carmel. Przytrzymała słuchawk
ħ
ramieniem, si
ħ
gaj
Ģ
c po stert
ħ
dokumentów, które musiała
teraz uporz
Ģ
dkowa
ę
.
- Przykro mi, panie McShane - westchn
ħ
ła - ale dzi
Ļ
po południu to niemo
Ň
liwe. Czy
mógłby pan przysła
ę
mi poczt
Ģ
dokumenty do przejrzenia?
- Niestety, otrzymałem polecenie, by omówi
ę
t
ħ
spraw
ħ
z pani
Ģ
osobi
Ļ
cie. Mo
Ň
e pod
koniec tygodnia?
Przyznała w duchu,
Ň
e ten adwokat jest człowiekiem upartym. To stawało si
ħ
naprawd
ħ
ciekawe. My
Ļ
l o odziedziczeniu jakiego
Ļ
bibelotu po szlachetnie urodzonym
przodku zacz
ħ
ła j
Ģ
coraz bardziej intrygowa
ę
. Co to mo
Ň
e by
ę
? I jak
Ģ
histori
ħ
ma ten
przedmiot? A je
Ļ
li to jaki
Ļ
skarb sprzed wieków?
- A wieczorem? - nalegał McShane.
- Dobrze - odparła, ku własnemu zaskoczeniu. W ko
ı
cu mo
Ň
e postara
ę
si
ħ
wróci
ę
na
pó
Ņ
n
Ģ
kolacj
ħ
. Podała panu McShanowi nazw
ħ
jednej z restauracji w centrum miasta i
odło
Ň
yła słuchawk
ħ
.
Mo
Ň
e to jaki
Ļ
ciekawy klejnot. Skromna zawarto
Ļę
jej skrzynki depozytowej w banku
wzbogaciłaby si
ħ
o kosztowny drobiazg. Podpisze dokumenty potwierdzaj
Ģ
ce odbiór spadku i
na tym sprawa si
ħ
zako
ı
czy.
Restauracja wydała jej si
ħ
bardziej hała
Ļ
liwa ni
Ň
zwykle. Sztu
ę
ce pobrz
ħ
kuj
Ģ
ce o
chi
ı
sk
Ģ
porcelan
ħ
, gulgot trunków nalewanych do kieliszków, odgłosy
Ň
ucia, przełykania,
dyskretnego odkasływania, czkawki. Zauwa
Ň
yła zaczerwienienie wodnistoniebieskich oczu
Bryana McShane'a, zmarszczki wokół jego zaci
Ļ
ni
ħ
tych ust i
Ň
ałosny brak owłosienia na
czubku głowy. A przede wszystkim sposób, w jaki jego palce nerwowo przemykały po
sztu
ę
cach i kryształowym kieliszku do wina. Zupełnie jak trzepoc
Ģ
ce skrzydełka motyla,
który boi si
ħ
zazna
ę
spoczynku, by co
Ļ
, na czym usiadł, nie o
Ň
yło nagle i go nie po
Ň
arło. Ten
dziwny stan wyostrzonej
Ļ
wiadomo
Ļ
ci ogarn
Ģ
ł j
Ģ
, gdy usłyszała szokuj
Ģ
c
Ģ
wiadomo
Ļę
.
- Zamek? - powtórzyła przez
Ļ
ci
Ļ
ni
ħ
te gardło.
- Zamek. - Pan McShane skin
Ģ
ł głow
Ģ
, poprawiaj
Ģ
c rozedrgan
Ģ
dłoni
Ģ
w
ħ
zeł krawata.
- Seakirk szczyciło si
ħ
kiedy
Ļ
posiadaniem klasztoru i renom
Ģ
naj
Ļ
wietniejszego dworu na
wybrze
Ň
u zwanym dzi
Ļ
Northumberland. Opactwo jest obecnie w ruinach, ale zamek
zachował si
ħ
w prawie nienaruszonym stanie. Czeka jedynie na szlif nowej wła
Ļ
cicielki.
Genevieve zwil
Ň
yła usta, czuła wci
ĢŇ
jednak tak
Ģ
sucho
Ļę
,
Ň
e si
ħ
gn
ħ
ła po swój
kieliszek z wod
Ģ
i dwoma rykami opró
Ň
niła jego zawarto
Ļę
. Zamek? Nie, to chyba sen. Takie
rzeczy nie zdarzaj
Ģ
si
ħ
w prawdziwym
Ň
yciu.
- Pan
Ň
artuje, prawda? - wydusiła.
McShane potrz
Ģ
sn
Ģ
ł głow
Ģ
.
- Zamek nale
Ň
y do pani, panno Buchanan. Aby prawnie wej
Ļę
w jego posiadanie, musi
pani tylko tam zamieszka
ę
.
Genevieve z wysiłkiem opanowała wymykaj
Ģ
ce si
ħ
spod kontroli emocje. Oparła
dłonie o stół i odsun
ħ
ła si
ħ
odrobin
ħ
z krzesłem. Potrz
Ģ
sn
ħ
ła gwałtownie głow
Ģ
.
- Nie mog
ħ
... - Znów potrz
Ģ
sn
ħ
ła przecz
Ģ
co głow
Ģ
, na wypadek, gdyby jej słowa nie
okazały si
ħ
do
Ļę
przekonuj
Ģ
ce.
- Prosz
ħ
si
ħ
nie spieszy
ę
- powiedział McShane. - Kilka dni namysłu pomo
Ň
e pani
podj
Ģę
decyzj
ħ
. Czy wspomniałem ju
Ň
,
Ň
e wraz z zamkiem odziedziczyła pani poka
Ņ
n
Ģ
fortun
ħ
?
- Słucham?
Pan McShane wyci
Ģ
gn
Ģ
ł z kieszeni chusteczk
ħ
do nosa i przetarł okulary, które nagle
zapotniały.
- Panno Buchanan, konto bankowe, które na pani
Ģ
czeka, jest tak poka
Ņ
ne,
Ň
e w
Ģ
tpi
ħ
,
by była pani w stanie do ko
ı
ca
Ň
ycia wyda
ę
jedn
Ģ
dwudziest
Ģ
tej sumy. Ma pani do
dyspozycji wi
ħ
kszy maj
Ģ
tek, ni
Ň
mo
Ň
e sobie pani wyobrazi
ę
, i całkowit
Ģ
swobod
ħ
, jak zechce
pani go spo
Ň
ytkowa
ę
. Mo
Ň
e na odnowienie zamku? - Wło
Ň
ył okulary z powrotem na nos i
utkwił w niej wzrok.
- Och, nie... - j
ħ
kn
ħ
ła,
Ļ
ciskaj
Ģ
c kraw
ħ
d
Ņ
stołu. - To nie mo
Ň
e by
ę
prawda.
- Wspaniała fortuna, je
Ļ
li wolno mi wyrazi
ę
swoj
Ģ
opini
ħ
. Okazja nie do pogardzenia.
Genevieve usilnie starała si
ħ
zachowa
ę
resztki zdrowego rozs
Ģ
dku.
- Nie mog
ħ
tak po prostu zostawi
ę
pracy - powiedziała przypominaj
Ģ
c sobie, ile
wysiłku kosztowało j
Ģ
zbudowanie firmy. - Czy zdaje pan sobie spraw
ħ
, ile lat zaj
ħ
ło, by
przekona
ę
ludzi,
Ň
e jestem artystk
Ģ
w swoim zawodzie, a nie tylko dekoratork
Ģ
wn
ħ
trz? Mam
klientów w całych Stanach.
Nareszcie zacz
ħ
ły jej wraca
ę
władze umysłowe.
- Kocham swoj
Ģ
prac
ħ
- ci
Ģ
gn
ħ
ła z przekonaniem. - Odkrywanie oryginalnego
charakteru budowli, zdejmowanie nakładanych latami warstw starej farby pobudza moj
Ģ
wyobra
Ņ
ni
ħ
. Spodziewa si
ħ
pan,
Ň
e porzuc
ħ
to wszystko,
Ň
eby sp
ħ
dzi
ę
reszt
ħ
Ň
ycia w zamku,
który mo
Ň
e znienawidz
ħ
od pierwszego wejrzenia?
- Ale
Ň
, panno Buchanan, co mogłoby podziała
ę
bardziej twórczo ni
Ň
restaurowanie
wspaniale zachowanego trzynastowiecznego zamku? - Popatrzył na ni
Ģ
błagalnie. - Prosz
ħ
tylko pomy
Ļ
le
ę
o tych ogromnych pieni
Ģ
dzach i cudownych antykach, które mogłaby pani za
nie kupi
ę
. Poza tym, mogłaby pani przecie
Ň
kontynuowa
ę
działalno
Ļę
zawodow
Ģ
w Anglii.
Och, ta
Ň
elazna logika prawników. Genevieve poczuła,
Ň
e jej niewzruszone
postanowienie zaczyna chwia
ę
si
ħ
w posadach. Musi st
Ģ
d uciec - szybko, zanim zrobi co
Ļ
,
czego pó
Ņ
niej b
ħ
dzie
Ň
ałowa
ę
. Praca była dla niej całym
Ň
yciem. Wielkim wysiłkiem
zbudowała swoj
Ģ
firm
ħ
z niczego. Była to jedyna rzecz, jak
Ģ
stworzyła całkowicie sama, bez
niczyjej pomocy. To wa
Ň
niejsze ni
Ň
pieni
Ģ
dze i stan posiadania.
- Panie McShane, niestety musz
ħ
odmówi
ę
.
- Ale... - Jego ruchliwe palce zerwały si
ħ
do rozpaczliwego lotu. - Je
Ļ
li nie przyjmie
pani zamku, dostanie go jeden z dalekich krewnych zmarłego hrabiego. Z pewno
Ļ
ci
Ģ
nie tego
pani pragnie.
Genevieve wstała.
- Musz
ħ
ju
Ň
i
Ļę
- powiedziała z rozpaczliw
Ģ
min
Ģ
, odwróciła si
ħ
i wybiegła z
restauracji.
Pół godziny pó
Ņ
niej weszła do swojego mieszkania. Odruchowo zamkn
ħ
ła za sob
Ģ
drzwi i w ciemno
Ļ
ci oparła si
ħ
o nie plecami. Upu
Ļ
ciła torb
ħ
na ziemi
ħ
. Po chwili na podłodze
znalazł si
ħ
te
Ň
Ň
akiet.
Odepchn
ħ
ła si
ħ
od drzwi i ruszyła korytarzem licz
Ģ
c po omacku kolejne drzwi. Drugie
na prawo. Poło
Ň
yła r
ħ
k
ħ
na klamce, powoli j
Ģ
przekr
ħ
ciła, weszła do pokoju i zamkn
ħ
ła za
sob
Ģ
drzwi. Dopiero teraz si
ħ
gn
ħ
ła do kontaktu. Blade, złotawe
Ļ
wiatło wypełniło
pomieszczenie, przep
ħ
dzaj
Ģ
c cienie w k
Ģ
ty i szpary.
Genevieve usiadła na podłodze i zapatrzyła si
ħ
w to, co wypełniało pokój. Zamki.
Zamki wszelkich rozmiarów, kształtów i barw. Papierowe zamki, które sama kleiła, zamki z
puzzli, które pieczołowicie konstruowała, prosto ciosane drewniane twierdze, które
własnor
ħ
cznie wystrugała. Były tu te
Ň
kupione przez Genevieve repliki autentycznych, lecz
nie istniej
Ģ
cych ju
Ň
budowli, po których zostały jedynie te wygl
Ģ
daj
Ģ
ce jak zabawki makiety.
U
Ļ
miechn
ħ
ła si
ħ
lekko. Ten pokój był czym
Ļ
w rodzaju
Ļ
wi
Ģ
tyni, miejscem, gdzie
lubiła si
ħ
zamyka
ę
, kiedy
Ň
ycie jej dopiekło. Bez wzgl
ħ
du na prawd
ħ
historyczn
Ģ
na temat
Ļ
redniowiecza, dla niej zamek oznaczał poczucie bezpiecze
ı
stwa, schronienie przed
nawałnicami zewn
ħ
trznego
Ļ
wiata, miejsce pełne bliskich sobie ludzi,
Ļ
miechu i miło
Ļ
ci.
A teraz podarowano jej zamek.
Czy Bryan McShane jest przebran
Ģ
wró
Ň
k
Ģ
? Zakr
ħ
ciło jej si
ħ
w głowie. Jak to by było
mie
ę
na własno
Ļę
domostwo przesi
Ģ
kni
ħ
te tak bardzo histori
Ģ
, przez wieki znaczone
Ň
yciem
wielu pokole
ı
? Czy przywracaj
Ģ
c pierwotn
Ģ
form
ħ
byłaby w stanie ogołoci
ę
to miejsce z
warstw czasu,
Ļ
ladów, które pozostawili po sobie kolejni mieszka
ı
cy? Chyba jednak nie
chciałaby tego. Przywróciłaby dawny kształt architekturze i wn
ħ
trzom, miesi
Ģ
cami szukaj
Ģ
c
odpowiednich drobiazgów wystroju. To uciele
Ļ
nienie marze
ı
ka
Ň
dego znawcy. Ale nie tylko
architektura j
Ģ
interesowała.
W szkole podstawowej, kiedy inne dziewczynki bawiły si
ħ
lalkami, ona marzyła o
smokach i rycerzach. W szkole
Ļ
redniej, gdy kole
Ň
anki martwiły si
ħ
o makija
Ň
i chłopców,
ona marzyła o smokach, rycerzach i ich
Ļ
redniowiecznych twierdzach. Na studiach, kiedy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]