Kube-Mcdowell Michael P. - Próba tyrana, Star Wars - Gwiezdne Wojny

[ Pobierz całość w formacie PDF ]
PRÓBA TYRANATom III trylogii KRYZYS CZARNEJ FLOTYMICHAEL P. KUBE-McDOWELLPrzekładJAROSŁAW KOTARSKIROZDZIAŁ1Trzy poziomy poniżej Rwookrrorro i osiemnacie kilometrów na pomocny wschód wzdłuż Szlaku Rryatt, Otchłań Umarłych sprawiała wrażenie jednolitej, zielonej ciany, rozcišgajšcej się przed Chewbaccš i jego synem, Lumpawarrumpem.Na tym piętrze dżungli wroshyr, porastajšcej Kashyyyk, splštana sieć pni i konarów była niemal naga. Przez zwarte sklepienie przebijało się tak niewiele wiatła, że licie pojawiajšce się na gałęziach natychmiast więdły. Tylko szare odrosty pasożytniczych welonowców i płaskolistnych niby-shyrów oraz wszędobylskie pnšcza kshyy zdobiły tutejsze cieżki.Roliny te nie występowały tu jednak na tyle licznie, by zablokować przejcie i zmusić Wookieech do poruszania się poniżej gęstej sieci konarów. Podobnie jak stworzenia, które uczyniły to piętro lasu swoim domem, mogli swobodnie przemierzać powierzchnię rolinnego gšszczu. Mimo nikłego owietlenia, widocznoć sięgała pięciuset metrów, a jedynej kryjówki mogły dostarczyć pnie samych drzew wroshyr.Taki włanie był Las Cieni, królestwo zwinnych rkkrrkkrl, zwanych tkaczami pułapek" i powolnych rroshm, które żywišc się welonowcami nie dopuszczały do zarastania cieżek.Najliczniejszymi mieszkańcami tej krainy były małe igłoplu-skwy o kolczastych językach. Ich tršbki ssšce mogły przebić twardš korę drzew wroshyr i dosięgnšć płynšcych wewnštrz soków.Nieuchwytne kkekkrrg rro, pięcionożnych Strażników Cienia, uważano za najniebezpieczniejsze z tutejszych zwierzšt. Zwykle trzymały się dolnej częci tego piętra lasu i bardzo ceniły sobie smak mięsa. Strażnicy Cienia nie odważyliby się zaatakować dorosłego Wookiee, lecz pradawna i w większoci zapomniana - tradycja uczyniła z nich symbol niewidzialnego, przyczajonego wroga. Niewielu Wookieech miało odwagę nie sięgnšć po broń na widok jednego z tych stworzeń.Wszystko to - i o wiele więcej - objaniał Chewbacca swojemu synowi w drodze z wyżej położonych terenów łowieckich, zwanych Ogrodami Półmroku. Przez cały czas powracały do niego natrętne wspomnienia. Niektóre z nich dotyczyły jego własnej wyprawy inicjacyjnej, którš odbył w towarzystwie ojca, Attitchitcuka, inne za prób, które dały mu prawo noszenia baldrica oraz pokazywania się w miecie z broniš, a także wyboru własnego imienia.Minęło dwiecie lat, a las nie zmienił się ani trochę. Tyle, że tym razem występujš w roli ojca, a nie syna...Chewbacca doskonale pamiętał też idiotycznš wyprawę do Lasu Cieni, którš przedsięwzišł wraz z Salporinem jeszcze przed przejciem inicjacji. Wyruszyli wówczas nie uzbrojeni, jeli nie liczyć ostrza ryyyk, które Salporin pożyczył" od starszego brata. Cichcem odłšczyli się od grupy rówieników i zeszli do królestwa, w którym dzieciaki, jakimi wówczas byli, nie miały nic do szukania.Zamierzali stawić czoło nieznanemu, lecz zamiast tego po prostu najedli się strachu. Ich odwaga malała w miarę, jak schodzili na coraz słabiej owietlone piętra lasu. Gdy wreszcie dotarli do Lasu Cieni, wystarczył płochliwy tkacz pułapek", by w te pędy rzucili się z powrotem ku bezpiecznym, dobrze znanym okolicom.To, co wtedy zobaczylimy - lub wydawało nam się, że zobaczylimy- stało się tematem nocnych koszmarów, powtarzajšcych się aż do chwili, gdy przeszlimy inicjację. Biedny Salporin... Ja musiałem czekać zaledwie szeć dni.Nawet jeli Attitchitcuk wiedział o ich wyczynie, nigdy nie zdradził się z tym ani jednym słowem.Chewbacca zmierzył syna wzrokiem. Wštpił, czy nerwowo rozbiegane oczy młodzieńca widziały kiedykolwiek jakš tajemniczš wyprawš. Wiele lat temu mały Lumpawarrump wyruszył samotnie do lasu nieopodal Rwookrrorro na poszukiwanie jagód wasaka i zabłšdził. Z czasem opowieć o jego przygodzie urosła do rozmiarów rodzinnej legendy, pełnej niebezpiecznych stworzeń, rodem zarówno z lasu, jak i z mrocznych zakamarków wyobrani. Choć epizod nie należał do niebezpiecznych, strach malca był jak najbardziej realny. Od tego czasu młody Wookiee wolał nie oddalać się od rówieników i rodzinnego drzewa.Mallatobuck i Attitchitcuk pozwalali mu różnić się od kolegów. Nigdy nie zmuszali go do udziału w brutalnych, siłowych zabawach dorastajšcych samców, podczas których młodzi Wookiee poznawali ten charakterystyczny, ofensywny styl walki, wymagajšcy szaleńczej odwagi. Gdy Chewbacca po raz pierwszy rzucił się z dononym rykiem na powitanie syna, Lumpawarrump o mało się nie poddał, całkiem tak, jakby już był ciężko ranny.Wszyscy ciężko przeżyli tę chwilę. Póniej jednak Chewbacca zdał sobie sprawę, że jest to cena, jakš jego syn zapłacił za brak kontaktu z ojcem.Spłacajšc Hanowi Solo honorowy dług życia, Chewbacca opucił swojego potomka, pozostawiajšc go pod opiekš matki i dziadka. Nie mógł ich winić za miłoć i troskę, którymi obdarzyli młodzieńca, ale czego mu brakowało... Czego, co rozpaliłoby rrakktorr, buntowniczy ogień, będšcy sercem i siłš każdego Wookiee. Lumpawarrump nie miał nawet przyjaciela, takiego jak Salporin, z którym mógłby toczyć walki na niby.Według kalendarza nadszedł już czas. Lumpawarrump osišgnšł wzrost dojrzałego osobnika, lecz brakowało mu jeszcze czego, czym mógłby wypełnić tę rosłš sylwetkę. Było oczywiste, że rozmiarom nie towarzyszy odpowiednia siła. Poza tym widać było, że Lumpawarrump podziwia swego sławnego ojca i z paraliżujšcš niecierpliwociš pragnie uzyskać jego aprobatę. Tymczasem Chewbacca wcišż próbował ocenić możliwoci młodzieńca.Jego syn miał zręczne ręce. Choć trwało to aż dziewięć dni, Lumpawarrump skonstruował pierwszorzędnš kuszę. Drobnych błędów, które przy tym popełnił, nie uniknšłby jedynie dowiadczony wojownik. Dowiódł też pewnoci ręki, celnie strzelajšc do kroyie podczas próby myliwskiej.Drugi test, polegajšcy na schwytaniu i zabiciu wielkookiego szybkożera na poziomie trzecim, trwał jeszcze dłużej i nie zakończył się pełnym sukcesem. Próba, która czekała młodego Wookiee tu, w Otchłani Umarłych, mogła okazać się dla niego zbyt trudna.- Wyjanij mi, co tu widzimy - polecił Chewbacca.- Stoimy przed wielkš ranš, zadanš puszczy przez jaki obiekt, który dawno temu spadł z nieba. Jestemy na dnie wielkiej jamy Anarrad, którš widać z najwyższych punktów obserwacyjnych Rwookrrorro.- Dlaczego Kashyyyk nie zaleczył tej rany?- Nie wiem, ojcze.- Dlatego, że katarny potrzebowały domu. wiatło wpada tędy w głšb lasu, pobudzajšc siły życiowe drzew wroshyr. Zielone listowie daje schronienie daubirdom oraz mallakinom, do których z kolei cišgnš sieciowce i błotniaki. I tam włanie ucztuje kataru, prastary ksišżę lasu.- Skoro Kashyyyk podarował katarnom to miejsce, to dlaczego musimy na nie polować?- Stanowi o tym pakt, który zawarlimy z nimi dawno temu.- Nie rozumiem.- Dawniej to one polowały na nas. Przez tysišce pokoleń bogactwa najwyższego piętra lasu należały do nich. A jednak nie udało im się nas zniszczyć. Nic na tej planecie nie dzieje się na próżno, synu. Katarny dały Wookieem siłę i odwagę, to dzięki nim odnalelimy w sobie rrakktorr. Dzi polujemy na nie, by odwdzięczyć się za ten dar, lecz pewnego dnia role znów się odwrócš.Lotniskowiec Ryzyko" wyłonił się przed Płatem Mallarem niczym skalista, szara wyspa na rodku nieskończonego morskiego pustkowia. Myliwce orbitowały wokół niego jak klucz drapieżnych ptaków.- Według mnie wyglšda cholernie dobrze - powiedział Feny Jeden.- To tylko pozory - odparł Ferry Cztery. Pourywajš nam łby za to, że stracilimy komandora.- Doć gadania. Wyrównać szyk - rzucił porucznik Bos, dowódca eskadry. - Kontrola lotów lotniskowca Ryzyko", tu dowódca eskadry Bravo. Proszę o jak najszybsze podanie wektorów podejcia. Mam dziesięć ptaków gotowych do powrotu na grzędę.W normalnych okolicznociach szef kontroli lotów przekazałby opiekę nad eskadrš oficerowi dyżurnemu, kierujšcemu którym z aktywnych hangarów, a ten z kolei włšczyłby systemy laserowego naprowadzania i bezpiecznie skierował maszyny ku lšdowisku. Jednak tym razem wszystkie hangary Ryzyka" były szczelnie zamknięte.- Dowódca eskadry, utrzymać dystans dwóch tysięcy metrów i czekać na dalsze instrukcje.- Co się dzieje, Ryzyko"?- W tej chwili nie mogę podać żadnych dodatkowych informacji. Trzymać dwa tysišce metrów i czekać.- Przyjšłem. Eskadra Bravo, wyglšda na to, że nie sš jeszcze gotowi, żeby nas przyjšć. Lecimy kursem równoległym, utrzymujšc dystans dwóch kilometrów od lotniskowca. Szyk liniowy, odstępy jak przy lšdowaniu. Czekamy na sygnał.- Czy mi się zdaje, czy wycelowali w nas działa? - szepnšł Ferry Dziewięć, nadajšc na częstotliwoci bojowej numer dwa, przeznaczonej do komunikacji między członkami eskadry. -Mam przed nosem cztery lufy baterii ciężkich dział.Płat Mallar podniósł oczy znad przyrzšdów i uważnie zlustrował burtę lotniskowca przez celownik optyczny. Rzeczywicie, wyglšdało na to, że spora liczba dział jest skierowana w stronę ich eskadry.- Może nie chodzi o nas - odszepnšł Płat. - W końcu nie wiemy, co tu się działo.- Kontrola lotów Ryzyka" do dowódcy eskadry Bravo. Niech wszystkie maszyny wyłšczš silniki główne i manewrowe. Naprowadzimy was promieniem cišgajšcym- Zrozumiałem - odpowiedział porucznik Bos. - Eskadra Bravo, słyszelicie rozkaz? Wykonać.- Poruczniku, tu Ferry Pięć. Nawet manewrowe?!- Ferry Pięć, cišgnš nas jak po sznurku. Nie wiesz, co się może stać, jeli będziesz miał włšczone silniki manewrowe w momencie przechwycenia przez wišzkę promieni?- Wiem, sir. Przepraszam, sir. Po prostu nie rozumiem... Po co oni to robiš, poruczniku? Dlaczego nie pozwalajš nam wylšdować samodzielnie?- To nie nasza sprawa - odparł Bos. - Rób, co każš.- Ja tam wiem, dlaczego - stwierdził ponuro Ferry Osiem. -Nie sš pewni, z kim majš do czynienia. Podejrzewajš, że Yeve-thowie wcišgnęli nas w zasadzk... [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • psp5.opx.pl